Piątek, sobota, ewentualnie niedziela

 

 

Kiedy w poprzednim poście zebrałem chmurę tagów opisujących moją pracę malarską ostatnich czterech lat, na czoło wysunęło się kilka pojęć, które były dołączone do ich największej ilości. Postanowiłem odnaleźć te, w których opisie będzie występować cała piątka najbardziej wyróżnionych słów kluczy (niebieski, czarny, linearny, żółty i biały). Zdziwiłem się, gdy okazało się że taka praca nie istnieje. Jest owszem kilka, w których opisie występują po cztery tagi, lecz nie ma takiej, która by zbierała je wszystkie. Naturalnie, pierwszą moją myślą było, by ją namalować, jako uzupełnienie i kwintesencję dotychczasowej pracy z językiem. Tym bardziej, że nieraz zdarzyło mi się tworzyć obrazy pod wpływem słów i już wcześniej kontemplowałem wykonanie pracy wyłącznie na bazie słów kluczy opisujących obrazy. Tak, by kumulując przez dłuższy czas język za pomocą malarstwa, zagęścić go do tego stopnia, by móc wykonać weń krok i oprzeć stopę na żyznej glebie języka. I by móc, wokół zgromadzonych słów, owinąć wizualne pyłki i skroplić je w obraz.

Myśląc o tym, pojechałem do pracowni. Jakie było moje zdumienie, gdy okazało się, że obraz, który właśnie kończyłem, był tym co dopiero zamierzałem zacząć robić. Okazało się, że język, przy tej specyficznej konfiguracji, mógł zadziałać niczym struktura emergentna i automatycznie dążyć do i dokonać swego samouzupełnienia. Zagęszczone pojęcia wytworzyły brakująca pracę, niezależnie ode mnie, a przeze mnie.

 

Friday, Saturday, alternatively Sunday

When, in previous post, I have gathered the tag cloud describing my work with paintings, over span of last four years, those that were attached to the biggest number of works came to the fore. I decided to find these works, that had the whole five of the most distinguished keywords (blue, black, linear, yellow and white). I was surprised to find out , that such work did not exist. There were few, that had four of them in the description, but there was none that would gather them all. Naturally, my first thought was to produce such painting, as a supplement and a quintessence of working with language until now. All the more, that I have created works under the influence of words, and had previously contemplated completing a painting solely on the basis of keywords describing other paintings. So as to, by a prolonged gathering of language through the medium of painting, condense it up to the point where I could enter into it and stand upon rich soil of the language. And, so I could wrap visual pollen around words, and squeeze them into painting.

With that in mind, I went to the studio. To my amazement, the work that I was finishing at that time, was exactly this what I was just planning to begin. It turned out, that the language, in this particular configuration could act as a emergent structure, and automatically pursue, and supplement itself. Condensed notions produced missing work, regardless of me, through me.

%d bloggers like this: